Blog Polska elektryzuje rynek rowerowy

Polska elektryzuje rynek rowerowy

 

Mówi się, że jesteśmy europejską montownią, która wysyła półprodukty do zachodnich, bogatych krajów. Na pewno nie jest tak w przypadku e-bike’ów. Niektóre z polskich marek są obecne nie tylko na rynkach innych środkowoeuropejskich krajów, ale też w Hiszpanii i Portugalii, w Niemczech czy Rosji. Tak jest np. w przypadku Krossa. Na eksport wysyłają już 30% całkowitej produkcji, a firma ma ambicję dobić w przyszłym roku do 40%. Nad Wisłą tworzy np. własne ramy karbonowe.

Rower elektryczny

 

Produkcja e-bike'ów w Polsce

 

W 2018 r. za Polska wysłała za granicę 16 tysięcy elektryków, w roku 2019 40 tys. sztuk, a w połowie tego roku już 50 tys.! Tym samym nieznacznie wyprzedziliśmy już Portugalię i Włochy, a przed nami tylko lider wyścigu, Niemcy, które wyeksportowały do lipca 2020 ćwierć miliona sztuk. Jak podaje portal magazynbike, udział Polski w europejskim eksporcie wzrósł tylko w tym roku z 1,5% do 5%. Nasze rowery są ponad dwukrotnie tańsze niż te produkowane w Niemczech. Wygląda więc na to, że rowerowe ścieżki stoją przed polskimi producentami otworem!

 

Warto pamiętać, że zwiększanie samej ilości produkowanych sztuk nie wystarczy do utrzymania silnej pozycji. Taśmy europejskich fabryk opuściło w 2019 r. o 60% więcej sztuk niż rok wcześniej, a więc utrzymanie się w czołówce zapewni Polsce tylko podobna lub wyższa dynamika wzrostu produkcji. Niemniej warty uwagi jest fakt, że w raportach różnych instytutów badań, stowarzyszeń i tym podobnych organizacji Polska jest jedynym krajem spoza „nowej UE”, której rynek jest brany pod uwagę i badany.

 

Choć większość elektryków sprzedawanych w Europie produkuje się na miejscu, to pojedyncze podzespoły, części, komponenty i baterie często importowane są z Tajwanu (połowa całego importu do UE), Chin, Wietnamu i… Szwajcarii. Azjaci próbują też sprzedawać do Europy gotowe jednoślady, jednak w przypadku e-rowerów Europejczycy są wybredni i oczekują wysokiej jakości produktów, a tutaj „chińskie podróbki” pozostawiają wiele do życzenia. Wygląda więc na to, że póki co rynek europejski nie jest zagrożony zalewem taniej tandety z Dalekiego Wschodu.

 

Ile Polacy płacą za elektryczne rowery?

 

Jeśli chodzi o klasyczne rowery, bez wspomagania, to produkujemy ich ponad 10 razy więcej niż e-bike’ów i tu również jesteśmy w czołówce, za przewodzącą Portugalią, Włochami i Niemcami, zostawiając za sobą zakochaną w rowerach Holandię. Co zaskakujące, Polacy importują prawie najdroższe elektryki w całej Unii Europejskiej, płacąc średnio 1700$ za sztukę. Według aktualnego kursu dolara to niecałe 6500 zł. Peak Ride zdecydowanie zawyża średnią, gdyż sięgamy po sprzęt z najwyższej półki. Za to Wam udostępniamy je na testowe przejażdżki i kilkudniowe wypożyczenie za zaledwie X zł/dzień.

 

E-bike'i będą królować na polskich drogach

 

Polscy producenci nie mają kompleksów i podbijają Europę, nastawiając się głównie na eksport. Jest to łatwiejszy rynek nie tylko z uwagi na większą zasobność portfela mieszkańców zachodnich państw, ale też wysoką świadomość ekologiczną (poruszanie się po mieście e-rowerem zamiast samochodem) oraz lepszą infrastrukturę drogową i rowerową. Fakt, że kupujemy relatywnie dużo drogich rowerów elektrycznych, prowadzi do wniosku, że w Polsce rynek jednośladów ze wspomaganiem ma jeszcze ogromną niszę do zagospodarowania. Zanim e-rowery staną się na polskich ulicach tak powszechne, jak we Włoszech, Niemczech czy Wielkiej Brytanii (palma pierwszeństwa już chyba zawsze zostanie w Niderlandach), minie jeszcze kilka lat. Jednak zmiana proporcji jest nieunikniona – wkrótce polskie ścieżki rowerowe i ulice miast znacznie częściej będą gościły rowerzystów z elektrycznym napędem.

Zadzwoń Napisz
Strona wykorzystuje cookies. Pozostając na niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.X